Radek zobaczył tylko błysk i zanim sam dotarł w to miejsce, nikogo już nie było, za to oboje z Grubym przyglądali trawie, na której był czarny, mały okrąg, taki sam, jak w garażu u pana Janusza.
Jestem Radek. Mam 10 lat. i mieszkam w Krakowie. Ostatnim czasem interesuję się pisaniem książek oraz ich animacją. W tym blogu chciałbym dzielić się moją twórczością, która powstaje na zajęciach z panią Agnieszką. Zapraszam do czytania i oglądania, a także na mój profil na Facebooku: https://www.facebook.com/radziopolchlopek
środa, 20 listopada 2024
3.2 (Wehikuł został użyty)
3.1 (Radek odkrył nagranie z monitoringu na którym jest on sam)
Nagranie wprawiło wszystkich w osłupienie: Radek zamarł, Gruby zaskomlał, a pan Janusz złapał się za głowę. Na nagraniu widać było Radka jadącego sobie powoli ulicą, zmierzającego w kierunku domu pana Janusza. Za wózkiem przypiętą miał przyczepkę.
poniedziałek, 7 października 2024
2.3 (Pan Janusz się pomylił i wehikuł został użyty)
2.3
Radek sam już nie wiedział, co o tym wszystkim powinien myśleć. Miał same poszlaki, które prowadziły donikąd. Miał ślad opony, która najprawdopodobniej należała do niego. Miał kręgi na podłodze w garażu, które wskazywały na to, że wehikułu użyło jakieś dziecko lub mały człowiek. No i też pamiętał o rozmowie z panią Genowefą, która usłyszała skrzypienie wózka w czwartkowy wieczór, czyli wtedy, kiedy dokonano kradzieży wehikułu.
Należało znaleźć punkt zaczepienia. Gruby, zmęczony myśleniem odpoczywał teraz, czuwając jednak, by być na każde zawołanie Radka. Chłopiec jednak nie mógł ruszyć dalej.
Pan Janusz miał teorię, że wehikuł nie został użyty w garażu, tylko wywieziony. Radek na początku myślał, że to nie mogła być prawda, ale w tych okolicznościach chyba musiał założyć, że faktycznie miała miejsce kradzież sprzętu. Zadzwonił do Pana Janusza. Na szczęście okazało się, że ten od rana pracował nad próbkami czarnego pyłu.
2.2 (Opona w garażu to zły trop)
Pan Janusz całą sobotę zajmował się porównywaniem próbek czarnego pyłu. Według jego teorii wehikuł mógł nie zostać użyty w garażu, tylko zabrany i przewieziony w inne miejsce. Po wielu godzinach pracy odkrył, że miał rację.
Uradowany zadzwonił do Radka - ten też intensywnie pracował. Udało mu się przeanalizować wszystkie rozmowy z sąsiadami (Radek zawsze nagrywał ważne rzeczy, oczywiście za zgodą rozmówców) i stwierdził, że opowieści sąsiadów nie były spójne.
Najwięcej informacji dostarczyła im pani Genowefa, która stwierdziła, że w dzień kradzieży słyszała w okolicy dziwne skrzypienie. Inni sąsiedzi za to nie powiedzieli nic konkretnego, jednakże wszyscy zgodnie twierdzili, że ostatnie wieczory były bardzo spokojne i nic nadzwyczajnego się nie działo. Radek postanowił jeszcze raz porozmawiać z sąsiadami pana Janusza.
W tym czasie nauczyciel wyszedł z domu i postanowił rozejrzeć się wokoło. Dzień wcześniej było na to za ciemno, a teraz, kiedy już wiedział, że wehikuł został wywieziony, postanowił zbadać przestrzeń.
Długo nie musiał czekać. Tuż pod oknem garażowym znalazł ślady stóp i kół. Ewidentnie wehikuł został wyniesiony przez okno. To by jednak oznaczało, że sprawców było wielu… jedna osoba na pewno nie byłaby w stanie tego zrobić.
Radek, kiedy dowiedział się o kolejnym odkryciu pana Janusza, tym bardziej chciał jeszcze raz porozmawiać z sąsiadami - ktoś musiał zauważyć grupę ludzi wchodzących na posesję pana Janusza. Jednak wszyscy mówili dokładnie to samo, łącznie z panią Genowefą, która upierała się, że słyszała skrzypienie kół. Radek pomyślał, że w tej sytuacji dźwięk ten mógł powodować wózek, na którym został wywieziony skradziony wehikuł - to jednak należało potwierdzić.
Pomocny okazał się również sąsiad, który był właścicielem osiedlowego sklepu, a z którym Radek wcześniej nie rozmawiał. Przed jego sklepem była kamera, która obejmował fragment ulicy. Można było sprawdzić, kto krzątał się w okolicy w czwartkowy wieczór. Radek zadzwonił po pana Janusza i umówili się w sklepie. Gruby ucieszył się, że tam właśnie wylądują - może oznaczać będzie to czas na podwieczorek?
Nie było jednak na to czasu. Nagranie wprawiło wszystkich w osłupienie: Radek zamarł, Gruby zaskomlał, a pan Janusz złapał się za głowę. Na nagraniu widać było Radka jadącego sobie powoli ulicą, zmierzającego w kierunku domu pana Janusza. Za wózkiem przypiętą miał przyczepkę.
2.1 (Opona w garażu to dobry trop)
2.1 (Opona w garażu to dobry trop)
Tym razem Radek był pewny, że ślad w garażu należał do złodzieja. Wydedukował,
że w tym miejscu, gdzie Gruby znalazł trop, ten człowiek musiał podglądać pracę pana
Janusza, gdyż stali właśnie pod oknem do garażu.
Radkowi nie spodobała się tylko jedna kwestia - jeśli było to dziecko lub mały
dorosły, a tym bardziej osoba poruszająca się na wózku, to jakim cudem ten “ktoś”
obserwował pana Janusza? Okno było zdecydowanie za wysoko…
Parę kwestii niestety nie kleiło się w tym śledztwie. Należało wszystkiemu przyjrzeć się na spokojnie.
Radek postanowił wrócić do domu, przespać się, a następnego dnia wrócić na miejsce rabunku. Gruby bardzo chętnie na to przystał, gdyż sam już ledwo stał na nogach.
Następnego dnia Radek postanowił porozmawiać z sąsiadami pana Janusza. Nauczyciel mieszkał w na cichej i spokojnej ulicy. Wszyscy się tam wzajemnie znali i lubili, a na samej ulicy nigdy nie miały miejsca żadne włamania ani rozboje. Sąsiedzi niestety nie byli w stanie odpowiedzieć na pytania Radka odnośnie domniemanej kradzieży - oczywiście chłopiec dla bezpieczeństwa nie wspomniał, że sprawa dotyczy wehikułu do podróży w czasie.
Radek nie dał rady przesłuchać wszystkich sąsiadów - niektórzy byli w pracy, inni wyjechali na weekend na działkę. Postanowił, że porozmawia z resztą przy sprzyjającej temu okazji.
Tymczasem postanowił zbadać, jaki pojazd mógłby zostawić ślady podobne do jego własnych. Niestety ku własnemu zdziwieniu, po całym dniu poszukiwań okazało się, że nie ma możliwości, aby był to inny wózek lub jakikolwiek pojazd. Radek specjalnie zadzwonił na infolinię firmy, która odpowiadała za jego wózek - potwierdzili tylko to, co sam odkrył: opony Radka były na tyle wyjątkowe i nowoczesne, że posiadał je tylko jeden chłopiec, który mieszkał w Stanach Zjednoczonych. Oczywiście należało sprawdzić ten trop, ale Radek wątpił, że był on dobry. Nic już nie rozumiał.
Radek skontaktował się z panem Januszem i opowiedział, do czego doprowadziło go śledztwo. Nauczyciel również był zdenerwowany. To przecież niemożliwe, że sprawcą był Radek albo jakiś chłopiec ze Stanów. Pan Janusz obiecał pomoc w sprawdzeniu tej poszlaki, ale również nie wiązał z tym wielkich nadziei.
- Radku, mam jeszcze jeden, świetny pomysł - powiedział jeszcze pan Janusz z nadzieją w głosie. - Przed sklepem na początku ulicy jest kamera. Nie obejmuje ona mojego domu, ale być może zarejestrowała potencjalnego złodzieja. Rozmawiałem już z właścicielką i pozwoliła nam przyjść jutro i obejrzeć nagranie. Czy chcielibyście mi towarzyszyć wraz z Grubym?
Radek oczywiście przytaknął. To nagranie mogło wiele rozwiązać.
Kolejnego dnia przyjaciele zjawili się u pana Janusza i wspólnie z nim udali się do osiedlowego sklepiku. Tam czekał już na nich pan Piotr, właściciel. Chętnie pokazał całej trójce nagranie z czwartkowego wieczoru.
Radek zamarł, Gruby zaskomlał, a pan Janusz złapał się za głowę. Na nagraniu widać było Radka jadącego sobie powoli ulicą, zmierzającego w kierunku domu pana Janusza. Za wózkiem przypiętą miał przyczepkę.
czwartek, 5 września 2024
Rozdział 1.2 Ślad nie jest poszlaką, tylko przypadkowym odbiciem opon Radka
Radek zamyślił się przez chwilę, patrząc na odciśnięty w pyle ślad koła. Potem
dokładnie obejrzał swoje opony - wszystko wskazywałoby na to, że sam zostawił te ślady…
Upewnił się, że pan Janusz uwiecznił ślady na zdjęciach - tak na wszelki wypadek, a potem
skupił się na szukaniu innych poszlak.
Skupił się na czarnym okręgu, który pojawił się na środku garażu. Pan Janusz
przyznał już wcześniej, że taki ślad pojawiał się za każdym razem, kiedy odbywał podróż w
czasie. Radek zauważył jednak coś bardzo dziwnego - świeży okrąg był trochę mniejszy od
wyblakłych już lekko, starszych okręgów, które były pozostałością po podróżach wynalazcy.
-To może oznaczać jedno - powiedział pan Janusz. - Podróżnik był albo bardzo
małym dorosłym, albo był po prostu dzieckiem.
Radek pomyślał, że to dobry trop, ale na razie nie był on wystarczającym. Należało
się rozejrzeć dokładniej, a może wypytać sąsiadów? Niestety musieli działać w jak
największej konspiracji, żeby wieść o skradzionym wehikule zbytnio się nie rozprzestrzeniła.
Pomimo późnej pory postanowili zapytać wszystkich sąsiadów, czy czegoś nie
widzieli lub nie słyszeli. U wszystkich jeszcze świeciło się światło, a i pan Janusz był na tyle lubianym sąsiadem, że wszyscy chętnie odpowiadali na ich pytania. Niestety nikt nic nie
widział.
Ostatnia sąsiadka, pani Genowefa, także nic nie widziała, coś natomiast słyszała. Był
to dźwięk na tyle dziwny, że zwróciła na niego uwagę, podlewając wieczorem kwiaty. Było to
skrzypienie, które, jak stwierdziła, skojarzyło jej się z wózkiem sklepowym. Jak wspomniała,
dźwięk zwrócił jej uwagę, gdyż słyszała go wieczorami regularnie, już od kilku tygodni.
To była bardzo cenna poszlaka! Mógł być to oczywiście przypadek, ale należało to
sprawdzić.
Pan Janusz zamyślił się tak bardzo, że milczał całą drogę do domu. Później bez
słowa wszedł do garażu i spojrzał jeszcze raz na czarny okrąg.
-Myślę, że musimy zbadać próbkę czarnego pyłu - powiedział w końcu. - Wydaje mi
się, że ten złodziej wcale nie użył wehikułu, tylko mógł go stąd wywieźć.
Jeśli uważasz, że Pan Janusz ma rację i wehikuł nie został użyty, czekaj na dalszy ciąg pod
numerem 2.2.
Jeśli uważasz, że to fałszywy trop, czekaj na dalszy ciąg pod numerem 2.3 :)
Rodział 1.1 Opona w garażu to dobry trop
Radek zamyślił się przez chwilę, patrząc na odciśnięty w pyle ślad koła. Potem
dokładnie obejrzał swoje opony - wszystko wskazywałoby na to, że sam zostawił te ślady…
Upewnił się, że pan Janusz uwiecznił ślady na zdjęciach - tak na wszelki wypadek, a potem
skupił się na szukaniu innych poszlak.
Skupił się na czarnym okręgu, który pojawił się na środku garażu. Pan Janusz
przyznał już wcześniej, że taki ślad pojawiał się za każdym razem, kiedy odbywał podróż w
czasie. Radek zauważył jednak coś bardzo dziwnego - świeży okrąg był trochę mniejszy od
wyblakłych już lekko, starszych okręgów, które były pozostałością po podróżach wynalazcy.
-To może oznaczać jedno - powiedział pan Janusz. - Podróżnik był albo bardzo
małym dorosłym, albo był po prostu dzieckiem.
To był bardzo cenny trop. Ale wciąż niewystarczający. Radka cały czas niepokoił
fakt, że w garażu odkryli ślad po oponie. Zarządził więc przeszukanie terenu wokół domu
pana Janusza.
Gruby, mimo zmęczenia i zatkanego nosa starał się pomóc jak tylko umiał. Ofiarnie
węszył w krzakach i w ogrodzie, uważając na ślimaki i pająki, które niezbyt lubił. Nagle
zaszczekał z radością.
-Kolejny trop! - zawołał i zaraz potem obok niego pojawili się Radek i pan Janusz,
który już robił zdjęcia odbitej w ziemi oponie.
Tym razem Radek był pewny, że ślad w garażu należał do złodzieja. Wydedukował,
że w tym miejscu, gdzie Gruby znalazł trop, ten człowiek musiał podglądać pracę pana
Janusza, gdyż stali właśnie pod oknem do garażu.
Radkowi nie spodobała się tylko jedna kwestia - jeśli było to dziecko lub mały
dorosły, a tym bardziej osoba poruszająca się na wózku, to jakim cudem ten “ktoś”
obserwował pana Janusza? Okno było zdecydowanie za wysoko…
cdn.
Jeśli wybrałeś tę część, wybierz potem rozdział 2.1 :)
wtorek, 20 sierpnia 2024
Rozdział 1. Początki podróży w czasie
Kończyły się wakacje. Pan Janusz już nie mógł doczekać się powrotu do swoich uczniów. Przez całe lato zbierał w głowie różne pomysły na nowe projekty. Uwielbiał swoją pracę - z drewna i innych materiałów wraz z podopiecznymi tworzyli prawdziwe cuda.
Wakacje dla pana Janusza nie oznaczały jednak nudy - wręcz przeciwnie! Realizował projekt, o którym od dawna już myślał, ale który byłby zbyt trudny i niebezpieczny, żeby stworzyć go w ramach zajęć technicznych w szkole. Konkretnie - pan Janusz w te wakacje skonstruował maszynę do podróży w czasie.
Nie zrobił tego bez powodu - kilkanaście lat wcześniej zgubił na jednej z wycieczek w góry rodzinną pamiątkę - szwajcarski zegarek. Przez ten długi czas nie mógł pogodzić się z utratą przedmiotu. Poza tym podróże w czasie wydawały się panu Januszowi bardzo ciekawą formą spędzania wolnego czasu - o ile maszyna nie wpadłaby w niepowołane ręce i nie zostałaby wykorzystana do niecnych celów. Dlatego na razie pan Janusz trzymał swój wynalazek w tajemnicy - zwłaszcza, że nie był jeszcze dopracowany.
Podczas kilku testów okazało się, że maszyna działa i panu Januszowi udało się kilka razy przenieść w czasie, jednak ani razu nie udało mu się zabrać żadnego przedmiotu z przeszłości do teraźniejszości. W końcu jednak, po wielu nieprzespanych nocach, odkrył, jak naprawić ten błąd. Umówił się więc na spotkanie z naukowcami z Warszawy, aby zdobyć od nich księżycową plazmę, która miała być ostatecznym rozwiązaniem problemu. Zamknął garaż, w którym pracował nad wehikułem i wybrał się w podróż.
Następnego wieczora, kiedy wynalazca wrócił do domu, trzymając w torbie szczelnie zapakowaną fiolkę z księżycową plazmą, pierwszą rzeczą jaką zrobił, było pójście do garażu. Pan Janusz chciał jak najszybciej dokończyć swoje dzieło. Jakież było jego zdziwienie, kiedy garaż okazał się być pusty. Po wehikule nie było śladu, tylko na podłodze widniał czarny okrąg, który zawsze pojawiał się po użyciu maszyny. Pan Janusz doskonale wiedział, co się wydarzyło - ktoś właśnie podróżował w czasie jego wehikułem!
Mężczyzna nie wiedział, co teraz zrobić. Nie mógł wezwać policji, bo pewnie zamknęli by go w więzieniu za próbę podróży w czasie. Nie znał też żadnego prywatnego detektywa, któremu mógłby zaufać...
Zaraz, zaraz... Pana Janusza olśniło. Oczywiście, że znał człowieka, który podjąłby się rozwiązania tej zagadki! Od razu postanowił go odwiedzić, pomimo późnej pory.
*****************************************************************************************
Było około godziny dwudziestej, kiedy do drzwi Radka ktoś głośno zapukał - robił to na tyle natarczywie, że obudził Grubego. Radek wyłączył telewizję i otworzył drzwi myśląc, że to pewnie sąsiadka z naprzeciwka przyniosła smaczki dla jego psiaka.
W drzwiach stał zdenerwowany pan Janusz. Radek popatrzył na niego i uniósł brew w konsternacji - był sierpień, w dodatku godzina dwudziesta - to nie była dobra pora na zajęcia techniczne! Oczywiście zaprosił pana Janusza do środka i zaproponował mu herbatkę.
- Nie jest dobrze - powiedział pan Janusz i opowiedział swoją historię.
Radek słuchał z przejęciem. Sam widział w swoim życiu wiele dziwnych rzeczy, w tym magicznych stworów - ba, jego najlepszym przyjacielem był Smok! Dlatego też niespecjalnie zdziwiło go, że pan Janusz w wolnych chwilach zbudował wehikuł czasu - ogólne Radka niewiele mogło zdziwić. Od razu zaczął myśleć, co można by zrobić w tej sytuacji.
Najgorszym wydawał się fakt, że nie mieli żadnych poszlak. Pan Janusz nie miał pojęcia, kto mógłby to zrobić. Ten "ktoś" musiał obserwować jego pracę, skoro wiedział, jak działa maszyna, jak ją włączyć i ustawić, żeby wybrać się w podróż. A teraz ten "ktoś" mógł być gdziekolwiek, a nawet "kiedykolwiek". Sytuacja zdawała się być beznadziejna.
Ale Radek nie mógł się tak łatwo poddać. Postanowił zaangażować się w sprawę, zaczynając od zbadania garażu pana Janusza. Mama nie była zbytnio zadowolona, że Radek wychodzi z domu o tak późnej porze.
- Mamo, jestem superbohaterem! - powiedział Radek i mama musiała to zaakceptować. Poza tym Radek wybierał się ze swoim kompanem - psem Grubym.
Gruby jak zwykle trochę marudził. Ale lubił pana Janusza, więc bardzo chciał mu pomóc. Poza tym miał w tym też swój interes. Otóż kilka lat temu zakopał w ogródku mnóstwo smaczków. Niestety zapomniał, gdzie to było, a jak już sobie przypomniał, to okazało się, że jakiś niegrzeczny pies-złodziejaszek wszystko mu mu ukradł. Gruby chciał cofnąć się w czasie i zjeść smaczki, zamiast je zakopywać.
Ekipa zapakowała się do samochodu pana Janusza i po dłuższej chwili byli już na miejscu kradzieży. Tak jak opisał to pan Janusz, w garażu, pomijając sprzęty i narzędzia, było pusto. Jedynym śladem pozostałym po wehikule był duży czarny okrąg na podłodze.
Gruby od razu zaczął węszyć. Pracę utrudniały mu niestety duże ilości kurzu - pan Janusz pracował intensywnie całe wakacje i nie zdążył posprzątać resztek trocin, które teraz wpadały Grubemu do nosa i powodowały nieustanne kichanie. Ale poszukiwania Grubego się opłaciły - po chwili patrzyli w znaleziony przez niego ślad opony.
Radek kazał zrobić panu Januszowi zdjęcie tego śladu oraz ogólne zdjęcia całego garażu. Ślad ewidentnie był świeży, bo nie pokryły go trociny i kurz. Skąd jednak tak dziwny ślad w garażu? Radek zaczął go analizować. W tym czasie Gruby przeszukiwał resztę pomieszczenia , a pan Janusz robił zdjęcia. Jednak kiedy trociny już całkowicie zasłoniły Grubemu dziurki w nosie, a pan Janusz zrobił zdjęcia już chyba każdemu gwoździkowi w pomieszczeniu, usiedli we trójkę w salonie i zaczęli rozmyślać, co począć z odnalezioną poszlaką.
Radek był pewny, że odnaleziony ślad należał do wózka.
- Może to twoje koło zrobiło ten ślad, a my myślimy, że to poszlaka? - ziewnął Gruby. Był już bardzo zmęczony i dokuczał mu zatkany nos. Chciał wracać do domu i dokończyć śledztwo nazajutrz.
Radek nie był do końca przekonany. Gruby mógł mieć rację, ale wcale nie musiał...
***************************************************************************************
A Ty jak myślisz? Czy należy założyć, że ślad jest poszlaką, czy należy to zignorować?
Ślad nie jest poszlaką, tylko przypadkowym odbiciem opon Radka
sobota, 22 czerwca 2024
Tata ratuje Radka
Tego dnia Radek był bardzo zajęty. Raz po raz otrzymywał różne telefony z prośbą o pomoc. Chłopiec stał się już w Krakowie popularnym superbohaterem. Z tego powodu miał bardzo dużo pracy.
Od rana Radek zdążył już uratować dwójkę zagubionych dzieciaków oraz pomóc starszej pani. Było dopiero południe, a wraz z Grubym byli już bardzo zmęczeni.
Odpoczywali sobie w parku leżąc w cieniu drzew, kiedy telefon znów zadzwonił. Tym razem była to mała dziewczynka, której uciekł kot.
Radek, choć zmęczony, nie myślał ani chwili, tylko zapakował Grubego do wehikułu i polecieli na miejsce zdarzenia. Gruby trochę marudził, ale wiedział, że to ich obowiązek.
Wylądowali obok Dworku Białoprądnickiego, gdzie czekała już na nich zapłakana Kasia. Okazało się, że uciekł jej malutki kotek. Przybiegła za nim aż do parku. Już prawie go złapała, jednak mały kiciuś wystraszył się jakiegoś głośnego psa i ze strachu wdrapał się na dach dworku.
Gruby kategorycznie odmówił spotkania z kotem. Nie żeby się bał, po prostu był bardzo zmęczony. Radek postanowił więc wykonać misję wraz z Kasią, którą zabrał na pokład i wlecieli na dach. Kasia próbowała zwabić kotka, a Gruby obserwował wszystko z dołu.
Misja przebiegała sprawnie - kotek dał się złapać, a Kasia była z tego powodu bardzo szczęśliwa. Niestety, kiedy cała trójka była już gotowa do lotu, okazało się że wehikuł nie odpala. Radek próbował wszystkiego - zresetował system, sprawdził poziom paliwa... Wszystko wskazywało na to, że wehikuł jest sprawny, ale w praktyce wcale tak nie było.
Sytuacja była bardzo trudna, bo nie mogli zejść z dachu. Radek postanowił zadzwonić po pomoc, ale telefon nieszczęśliwie się mu wyślizgnął i upadł na kostkę, roztrzaskując się. Cała trójka się zmartwiła, zwłaszcza, że w parku akurat nie było nikogo, kto mógłby im pomóc. Nie mogli również wezwać Smoka, który po poprzednim wypadku odpoczywał teraz w swojej jaskini.
Rozwiązanie było prostsze niż mogło się wydawać. Powinni poprosić o pomoc Tatę, przecież mieszkanie było tak blisko! Na całe szczęście Gruby został na dole i mógł pobiec po posiłki.
Po kilkunastu minutach pod dworkiem znalazł się Tata z drabiną. Najpierw ściągnął zapłakaną Kasię z jej kotkiem, a później wrócił na górę i naprawił wehikuł. Radek mógł wreszcie bezpiecznie wylądować.
Radek stwierdził, że Tata to prawdziwy superbohater!
czwartek, 23 maja 2024
Radek, Gruby i Mama ratują Smoka
Było piękne popołudnie. Radek wrócił ze szkoły w dobrym nastroju. Razem z Grubym odpoczywali leżąc i oglądając bajki.
Nagle obraz zaczął śnieżyć i telewizor się wyłączył. Radek i Gruby popatrzyli na siebie. Byli źli, bo odcinek, który oglądali był wyjątkowo ciekawy. Okazało się, że prądu zabrakło w całym mieszkaniu. Szybko uruchomiły się zapasowe generatory, ale wyglądało na to, że problem jest duży. Również u żadnego z sąsiadów nie było prądu.
Telefon Radka się rozdzwonił, a na jego tablet zaczęły napływać wiadomości. To zmartwieni mieszkańcy Krakowa informowali go o niesamowitej sytuacji: na środku ulicy Opolskiej leżał ranny Smok.
Radek nie zwlekał ani chwili. Musiał pomóc przyjacielowi, w końcu Smok zawsze ratował ich w trudnych sytuacjach. Wraz z Grubym popędzili w stronę ulicy. Zobaczyli tam leżącego Smoka, który wił się z bólu i głośno płakał.
Wokół Smoka już zebrało się wielu ludzi, którzy próbowali mu pomóc, większość jednak stała daleko, bojąc się ogromnego potwora. Wyglądało na to, że Smok upadł z wysokości, na szczęście jednak nie widać było żadnych pokrzywdzonych ludzi.
Radek podszedł do Smoka, próbując dowiedzieć się, co się stało. Okazało się, że Smok lecąc w odwiedziny do księżniczki Niny wleciał w chmarę gołębi. Tak się ich wystraszył, że stracił panowanie nad lotem i upadł na ulicę, na szczęście nikomu nie robiąc przy tym krzywdy. Uszkodzeniu uległy asfalt, ale i również skrzydło oraz tylna noga Smoka, przez co odczuwał on duży ból. Smok zerwał też linie energetyczne, przez co nie było prądu w całej okolicy.
Smoka trzeba było jak najszybciej przetransportować z ulicy, bo tamował ruch samochodów, a przede wszystkim należało go zabrać do lekarza. Niestety Radek wiedział, że sam nie jest w stanie tego zrobić. Potrzebował pomocy.
Na miejscu zdarzenia pojawili się rodzice Radka. Pierwszy raz mogli zobaczyć, jak ich syn radzi sobie w ekstremalnych sytuacjach - Radek w swoim życiu rozwiązał już wiele problemów, jednak zawsze działo się to daleko od domu. Tym razem chłopiec miał jednak pustkę w głowie - zupełnie nie wiedział, jak poradzić sobie w tej sytuacji. Ludzie byli coraz bardziej zdenerwowani, co nie pomagało w myśleniu.
Mama Radka widząc, że chłopiec się denerwuje, postanowiła mu pomóc. Podsunęła mu świetną myśl: skoro Smok nie był w stanie sam zejść z ulicy, to należało go stamtąd wynieść! Radka olśniło. Natychmiast zadzwonił po Krzysia i Gabrysię, którzy również posiadali wehikuły. Gruby zaś zajął się wzywaniem okolicznych silnych ptaków - przyleciały między innymi gęsi, które pomagały już przy przygodzie z balonem. Następnie Radek poprosił Mamę o ogromną przysługę.
Mama Radka była mistrzynią kreatywnych robótek ręcznych. Potrafiła z prędkością światła robić na szydełku. Radek wymyślił, że najlepszym rozwiązaniem jest stworzenie przez Mamę ogromnej sieci z włóczki, w którą włożą Smoka i wywiozą go w bezpieczne miejsce.
Problemem był tylko brak odpowiedniej ilości materiału - na tak dużego Smoka potrzeba było wiele kilogramów włóczki! Na szczęście okoliczni mieszkańcy, zdenerwowani brakiem prądu i brakiem możliwości przejazdu ulicą postanowili pomóc. Już po kilku minutach Mama Radka mogła działać. Praca była trudna, ale wszystko szło bardzo sprawnie, zwłaszcza, że tyle osób zaangażowało się w pomoc.
Kiedy sieć była już gotowa, a Krzyś i Gabrysia zdążyli dolecieć na miejsce, Radek zaczął nadzorować właściwą akcję ratunkową. Włożyli Smoka do sieci, a następnie przy pomocy ptaków unieśli go w powietrze. Wszyscy bili brawo, kiedy okazało się, że akcja się udała. Smok został przetransportowany na Błonia, gdzie czekał już wezwany przez Radka lekarz.
Wieczorem Radek podziękował Mamie ogromnym bukietem kwiatów. Zawsze mógł na nią liczyć w trudnych sytuacjach!
piątek, 5 kwietnia 2024
Radek i Bajkopisarz
Radka oślepiło światło, kiedy został uderzony czarem przez Czarnoksiężnika. Przez długą chwilę nie wiedział, co się z nim dzieje. Miał wrażenie jakby płynął lub leciał, nie mógł dokładnie tego określić. Nagle poczuł zapach trawy i igliwia, usłyszał śpiew ptaków i zobaczył wiele drzew. Okazało się, że znajduje się w gęstym lesie.
Rozejrzał się i w oddali dostrzegł znajomą polanę. Była to chatka Baby Jagi, którą dobrze już znał. Hurra! Już wiedział, gdzie jest - w lesie pod Kielcami, u Krzysia! Była to chatka, w której znaleźli Panią Olgę podczas jednej z przygód.
Radek zbliżył się do chatki i już miał pukać do drzwi, kiedy przez okno zauważył postać. Niestety, wyglądało na to, że była to prawdziwa czarownica gotująca w ogromnym kotle nad ogniem. Kobieta była stara, pomarszczona i miała duży, zakrzywiony nos, a do tego ciągle szeptała jakieś dziwne zaklęcia.
Radek postanowił jak najszybciej się oddalić, tak na wszelki wypadek. No cóż, widocznie pozostawiona przez panią Olgę chatka została już zamieszkana...
Radek postanowił więc, że uda się do Krzysia, swojego najlepszego kolegi. Normalnie po prostu poleciałby swoim wehikułem do Krakowa, ale nie mógł go włączyć - prawdopodobnie sprzęt został uszkodzony przez czar. Chłopiec znalazł więc ścieżkę, którą znał i która powinna wyprowadzić go z lasu. Im dalej jednak szedł, tym bardziej był zdziwiony - ta ścieżka jeszcze kilka miesięcy temu wyglądała zupełnie inaczej! Niemożliwe, że się zgubił...
Radek postanowił podążać dalej tą ścieżką, żeby ewentualnie móc potem wrócić do chatki. Zobaczył jednak, że las zaczyna się przerzedzać - to znaczy, że szedł w kierunku wyjścia! Jakież było jego zdziwienie, kiedy zobaczył dom Krzysia, ale nie swojego przyjaciela, tylko Krzysia z "Kubusia Puchatka"! Przed domkiem Krzyś, Puchatek i Prosiaczek wygrzewali się, leżąc na kocu. Radek przystanął na skraju lasu - o co tu chodziło?
Radek stwierdził, że nie będzie przeszkadzał trzem przyjaciołom, ale trochę ucieszył się, że się na nich natknął - na pewno nie byli niebezpieczni, tak jak Baba Jaga. Postanowił ruszyć skrajem lasu - w oddali widać było wioskę. Na jej skraju zobaczył coś, co wprawiło go w osłupienie - trzy świnki budowały swoje domki ze słomy, patyków i kamieni. Radek już całkowicie nie wiedział, co o tym sądzić. Zza drzew obserwował pracujące świnki. Był to dobry wybór, gdyż po chwili zauważył, że w ich stronę nadciąga Zły Wilk. Temu osobnikowi też nie chciał się narażać. Wilk zdmuchnął domek ze słomy i domek z patyków - wtedy Radek domyślił się, że chyba nie znajduje się w prawdziwym świecie, tylko w jakiejś magicznej krainie, gdzie żyją postacie z bajek, które czytał.
Radkowi nie pozostało w takim wypadku nic innego, jak poszukać pomocy. Tylko u kogo? Musiał znaleźć jakąś dobrą wróżkę, lub inne magiczne stworzenie. Przypomniał sobie bajkę o Śpiącej Królewnie, w której były trzy Dobre Wróżki - trzeba było je znaleźć. W tym celu postanowił zasięgnąć języka. Świnki były tak przejęte Złym Wilkiem, że nie znalazły czasu, żeby z nim porozmawiać. Krzyś, Kubuś i Prosiaczek spali twardo, więc też niczego się od nich nie dowiedział. Radek nie chciał pytać Baby Jagi, to byłoby zbyt ryzykowne. Na swoje szczęście zobaczył w oddali Czerwonego Kapturka, który właśnie szedł z koszykiem do babci. Kapturek doskonale wiedział, gdzie znaleźć chatkę trzech Dobrych Wróżek. Radek udał się w tamtym kierunku.
Chłopiec doskonale poradził sobie z odnalezieniem odpowiedniego miejsca. Wróżki były bardzo zdziwione jego przybyciem, Radek musiał opowiedzieć im całą swoją historię. Wróżki bardzo chciały mu pomóc, ale niestety nie były w stanie - Radek nie był częścią bajki o Śpiącej Królewnie, ani częścią żadnej innej bajki. Nie wolno im było, jako bohaterkom napisanej już opowieści, wykonywać czarów ani żadnych czynności, które nie zostały zapisane na kartach bajki o Śpiącej Królewnie - takie były zasady tej krainy.
Radka zastanowiły dwie rzeczy - kto ustalił takie zasady i kto był władcą krainy? Dobre Wróżki zgodnie odpowiedziały - krainą rządził i ustalał w niej zasady Bajkopisarz.
Radek bardzo chciał go poznać - być może Bajkopisarz pomógłby mu wrócić do domu - w końcu był władcą tej krainy. Dobre Wróżki zgodziły się z chłopcem, jednakże opowiedziały mu, że Bajkopisarz był podróżnikiem - lubił wędrować po swojej krainie, a także przemierzać ją rowerem. Trudno było go znaleźć. Wróżki postanowiły pomóc Radkowi najlepiej jak tylko umiały - rozpuściły wici, że Bajkopisarz jest pilnie poszukiwany w tej części krainy.
Radek postanowił więc pozostać w okolicy, ale samemu też jednocześnie rozglądać się za tajemniczym Bajkopisarzem. Spacerował po lesie, uważając na Złego Wilka oraz Babę Jagę, rozmawiał z niektórymi postaciami, z kilkoma nawet zdążył się zaprzyjaźnić. Po kilku dniach odnalazły go Dobre Wróżki - miały świetne wieści, Bajkopisarz był w okolicy!
Radek postanowił udać się na drogę prowadzącą przez wioskę. Z daleka widać było postać pędzącą na rowerze, wzbijającą za sobą chmurę kurzu. Mężczyzna zahamował gwałtownie i zatrzymał się przy Radku. Ubrany był w śmieszny kapelusz z piórkiem,a na plecach miał ogromny plecak, z którego wystawały karki papieru. To musiał być Bajkopisarz. Kiedy kurz opadł, Radek rozpoznał w nim znajomego nauczyciela - pana Krystiana. Uśmiechnęli się do siebie od ucha do ucha - Radek już wiedział, że jest uratowany.
Pan Krystian oczywiście wiedział, jak pomóc swojemu uczniowi - musiał napisać bajkę, w której Radek wraca do domu i wszystko kończy się szczęśliwie. Nie zwlekając, usiadł na skraju drogi, wyjął kartki i zaczął pisać piękne opowiadanie.
Po kilkunastu minutach Radek poczuł, że znowu odpływa, tak jak wtedy, kiedy pojawił się w tej krainie - zdążył tylko pożegnać się z Dobrymi Wróżkami, a potem obudził się we własnym łóżku.
W łóżku zaskoczył go Gruby - chociaż w sumie nie wiadomo, kto był bardziej zaskoczony. Gruby zaczął aż wyć z radości, czym zaalarmował rodziców. Wszyscy cieszyli się, że przygoda Radka dobrze się skończyła i że wrócił on wreszcie do domu.
poniedziałek, 19 lutego 2024
Radek, Gruby i Smok ratują rodziców
Wreszcie do Krakowa nadeszła oczekiwana przez Radka wiosna. Można było pozbyć się zimowej kurtki i chodzić na dłuższe spacery z Grubym.
Tak też właśnie mijało to wiosenne popołudnie - Gruby i Radek przechadzali się po Parku Krowoderskim. Po drodze spotkali kilku znajomych i ogólnie miło spędzali czas.
Nagle do uszu Radka dobiegł głos wołający jego imię. Rozejrzał się, ale nikogo nie zauważył. Za to amulet rozbłysł na niebiesko i chłopiec stał się niewidzialny. Jeszcze raz usłyszał wołanie - dochodziło z góry. Radek spojrzał w tym kierunku i okazało się, że nad jego głową latają - również niewidzialne - panie Ela i Sylwia - znajome czarownice.
Okazało się, że co sił w miotłach leciały z Gór Mglistych, żeby powiadomić Radka o pewnym zdarzeniu. Tego dnia, tak jak zwykle co wtorek, popijały sobie wspólnie herbatkę na własnym balkonie, kiedy na przeciwległym zboczu góry zauważyły wielkie poruszenie. Wykonały zaklęcie powiększające i okazało się, że do jaskini naprzeciwko mieszkania czarownic wprowadza się czarnoksiężnik, którego Radek bardzo dobrze już znał. Postanowiły go obserwować i była to bardzo dobra decyzja, bo już po kilku godzinach, czyli jakieś kilka minut temu, czarnoksiężnik przyprowadził do jaskini więźniów. Byli nimi rodzice Radka.
Radek zmarszczył brwi. To był cios poniżej pasa! Wiedział, że czarnoksiężnik już od jakiegoś czasu oswobodził się z wcielenia pandy i że robi on Radkowi różne psikusy, ale porwanie mamy i taty to była przesada. Trzeba było zająć się tą sytuacją natychmiast! Gruby także był bardzo zmotywowany, żeby uratować swoich żywicieli. Trzeba było obmyślić plan.
Radek domyślał się, że czarnoksiężnik nie nabierze się drugi raz na sztuczkę z lustrem. Ale tym razem miał pomoc w czarownicach Eli i Sylwii, trzeba było to wykorzystać.
Radek, wciąż niewidzialny, wziął Grubego do wehikułu i polecieli za czarownicami w stronę Gór Mglistych. Niestety ostatni odcinek drogi do mieszkania Eli i Sylwii musieli pokonać pieszo - czarownice bały się nadmiernie korzystać z magii, żeby zły czarnoksiężnik nie wyczuł ich zaklęć i nie znalazł Radka - liczyli na element zaskoczenia. Droga była żmudna, zwłaszcza dla Grubego, który niezbyt lubił górskie wędrówki, ale był bardzo zmotywowany, żeby uwolnić rodziców Radka.
Radek wraz z czarownicami wpadli na pomysł, żeby uszyć dla niego lustrzaną zbroję - tak na wszelki wypadek - w końcu czarnoksiężnik bardzo go nie lubił. Ela i Sylwia od razu wzięły się do roboty i po jakichś dwóch godzinach Radek przymierzał już zbroję - tylko jego oczy i nos były widoczne zza lustrzanej zasłony.
Radek postanowił, że osobiście wywabi czarnoksiężnika z jaskini, a w tym czasie czarownice wraz z Grubym uwolnią rodziców. Następnie Gruby wraz ze Smokiem, który był już o wszystkim powiadomiony, mieli pomóc w obezwładnieniu złego starca.
Kiedy wszystko było już gotowe, a każdy znał swoją rolę w akcji ratunkowej, Radek wyszedł z jaskini czarownic i zawołał czarnoksiężnika. Nie minęło kilka sekund, a starzec był już w drzwiach swojego mieszkania. Był zdziwiony, że Radek tak szybko go odnalazł, ewidentnie nie był na to przygotowany.
Rozwścieczony czarnoksiężnik zaczął rzucać na Radka zaklęcia, ale tym razem uważał, żeby nie powtórzyć swojego błędu z przeszłości. Zaklęcia odbijały się od zbroi Radka, ale nie trafiały w starca.
Radek robił uniki, a w tym czasie czarownicom i Grubemu udało się wyprowadzić rodziców w bezpieczne miejsce. Radek tylko na to czekał - dał znak Grubemu, a ten zawołał na Smoka. W tym czasie psiak wskoczył na zaskoczonego czarnoksiężnika i nasunął mu na głowę jego wielką magiczną czapkę. Starzec teraz nic nie widział i rzucał zaklęciami na oślep. Smok już leciał w jego stronę, chwycił czarnoksiężnika za materiał szaty i uniósł w górę. W tym jednak momencie czarnoksiężnik rzucił ostatnie zaklęcie, które trafiło Radka... w nos. I w tym momencie chłopiec zniknął. Smok tego nie zauważył - poleciał z czarnoksiężnikiem na Księżyc, gdzie jego magia nie działała - od tej chwili jego zajęciem miało być pilnowanie myszy razem z panem Bartkiem.
Jednak Gruby, czarownice i rodzice nie wiedzieli, co myśleć o tej sytuacji - Radek po prostu rozpłynął się w powietrzu.
wtorek, 21 listopada 2023
Radek, Gruby i Smok ratują studentów
To był mroźny, grudniowy wieczór. W Krakowie sypał śnieg. Nie nadążano odśnieżać dróg, żadne samochody nie jeździły po ulicach. Radek leżał sobie w ciepłym łóżeczku i oglądał bajki wraz ze swoim przyjacielem Grubym. Miło spędzali czas.
Nagle rozdzwonił się telefon mamy Radka - chłopiec miał przeczucie, że coś się stało. I miał rację - dzwoniła pani Agnieszka, asystentka Radka.
Pani Agnieszka, oprócz pracy z Radkiem, prowadziła zajęcia ze studentami w centrum Krakowa. Dzwoniła, bo miała duży problem i miała nadzieję, że chłopiec jej pomoże.
Wraz ze studentami została zamknięta w szkole, gdyż ich zajęcia trwały za długo i pani woźna, zapomniawszy o nich, poszła do domu, zamykając nauczycielkę oraz studentów w budynku. Oczywiście zadzwonili już na odpowiednie służby, ale ze względu na ogromne zaspy i ciągle sypiący śnieg powiedziano im, że pomoc może nadejść dopiero rano! Nie mogli tak długo czekać, nie mieli nic do jedzenia, ani gdzie spać.
Radek zdecydował, że nie ma na co czekać - trzeba było ich ratować! Gruby trochę kręcił nosem, ale pomyślał, że jeśli nie uratują pani Agnieszki, to pewnie już więcej nie będzie przychodzić i go głaskać - a nawet to lubił. Zdecydował się ubrać zimową czapkę i potowarzyszyć Radkowi w misji.
Radek również ciepło się ubrał. Wpadł na genialny pomysł - po przygodzie w Kosmosie został mu kombinezon astronauty! Założył na głowę kosmiczny hełm - tym sposobem żaden śnieg nie był mu straszny.
W gęstym śniegu nie mogli odnaleźć drogi do centrum. Na szczęście z daleka widoczne było światło z wieży księżniczki Niny, które wskazywało im kierunek.
Niestety nagle Radek poczuł, że jego wehikuł słabnie. Coś chyba się psuło od nadmiaru śniegu i wilgoci.
Radek stwierdził, że bezpieczniej będzie wylądować. Ale co teraz? Koła wózka były za małe, żeby przebrnąć przez wielkie zaspy śniegu. Gruby przycupnął w śniegu i stwierdził, że chyba będą musieli zostać tu do wiosny. Ale Radek miał plan.
Wyciągnął z plecaka szelki i przywiązał Grubego do wózka. Gruby popatrzył na chłopca zdziwionym wzrokiem, a jeszcze bardziej zdziwiony był, kiedy Radek kazał mu ciągnąć wózek. Czy on wyglądał na renifera? Ale nie było innego wyjścia - dzielny Gruby zaciągnął Radka aż pod szkołę pani Agnieszki. Dobrze, że był to bardzo silny psiak, a napęd wehikułu jeszcze jako tako działał - inaczej mogliby faktycznie utknąć w zaspie.
Pani Agnieszka, kiedy tylko zobaczyła Radka otworzyła okno i zaczęła go wołać. Niestety tego dnia zajęcia odbywały się wysoko, na drugim piętrze. Radek wytłumaczył, że wehikuł nie działa i nie da on rady wlecieć przez okno, tak, jak to miał w planach na początku.
Sytuacja była trudna, więc przyjaciele postanowili poprosić o pomoc Smoka, który jeszcze nigdy ich nie zawiódł. Ten oczywiście przyleciał na dźwięk donośnego wycia Grubego. Budynki w centrum Krakowa były jednak położone zbyt blisko siebie i Smok nie miał nawet gdzie wylądować! Musiał przycupnąć na krawędzi dachu szkoły, stamtąd jednak nie miał możliwości pomocy osobom uwięzionym w środku.
Niebezpiecznym było też roztapiać smoczym ogniem śnieg, wokoło było za dużo budynków oraz drzew, które mogły się zapalić.
Wydawało się, że sytuacja jest bez wyjścia, ale w tej chwili rozbłysł amulet Radka. Tym razem blask nie był niebieski, jak przy mocy niewidzialności, ale żółty! Co to mogło oznaczać? Na pewno nie był niewidzialny ani niesłyszalny - Gruby, Smok oraz Pani Agnieszka doskonale go widzieli i słyszeli. Niestety nie była to też moc czytania w myślach. Radek postanowił sprawdzić jeszcze jedną opcję i podjechać do murów szkoły. To był strzał w dziesiątkę! Po chwili Gruby z otwartą buzią obserwował, jak Radek znika w budynku szkoły - amulet dał mu moc przenikania!
Pani Agnieszka wraz ze studentami zbiegła natychmiast do Radka - już dawno byli spakowani i ubrani. Wszyscy cieszyli się, że pomoc nadeszła i że będą mogli niedługo znaleźć się w domach.
Radek poprosił, aby każda osoba pojedynczo chwyciła go za rękę, w której znajdował się jego amulet. W ten sposób w kilka minut wyprowadził wszystkich na zewnątrz.
Oczywiście Smok wzbudził strach i podziw wśród studentów, ale bardzo szybko okazało się, że jest on niezwykle sympatyczny.
Pozostała teraz jedynie kwestia powrotu do domów - pociągi, autobusy i tramwaje nie jeździły. Dobrze, że na miejscu był Smok, który zadeklarował pomoc w rozwiezieniu wszystkich do ciepłych mieszkań. Wszyscy wspięli się na grzbiet potwora po jego długim ogonie i polecieli.
W ten oto sposób zimowa przygoda zakończyła się szczęśliwie. Tylko Gruby był trochę zmęczony - w końcu tego dnia udawał renifera. Należało mu się dużo smaczków.
poniedziałek, 6 listopada 2023
Radek, Gruby i Smok pomocnikami Świętego Mikołaja
To było deszczowe, listopadowe popołudnie. Pani Jadzia, nauczycielka, wróciła właśnie z pracy i zmęczona usiadła przy stole pijąc gorącą czekoladę. Rozmyślała już o nadchodzących Świętach Bożego Narodzenia, których bardzo nie mogła się doczekać. Planowała w najbliższym czasie udać się na zakupy świąteczne.
Jej odpoczynek przerwał dzwonek do drzwi. Pani Jadzia lekko się zdziwiła, nie spodziewała się nikogo o tej porze. W drzwiach zobaczyła pana listonosza, który trzymał w rękach duży list w czerwonej, ozdobnej kopercie, na którym widniało jej imię i adres.
Zaintrygowana pani Jadzia przyjęła przesyłkę i po zamknięciu drzwi od razu otworzyła kopertę. Nie wiedziała, co może znajdować się w środku, ale przyszło jej do głowy, że może to któryś z uczniów (chociażby Radek, który lubił ją zaskakiwać) wysłał do niej list.
List wyjęty z koperty był piękny, pisany ręcznie na ozdobnym papierze. Treść była następująca:
"Jadziu!
Mamy zaszczyt zaprosić Cię do pomocy w przygotowaniach do zbliżających się Mikołajek i Świąt Bożego Narodzenia. Jak co roku pracy jest dużo, dlatego każda para rąk i łap się przyda. Wraz z całą ekipą elfów mamy nadzieję, że wspomożesz nas w produkcji zabawek i ich pakowaniu. Jako, że dbamy o sekrety, nowy adres fabryki znajdziesz na odwrocie strony. Pamiętaj - działamy w tajemnicy. Prosimy o potwierdzenie przyjścia i ustalenie dyżurów.
Pozdrawiamy i zapraszamy,
Mikołaj wraz z elfami."
Pani Jadzia wpatrywała się w list i nawet uszczypnęła się w ramię - pomyślała, że to chyba sen albo głupi żart. Ale nie wiedziała, kto mógłby jej wywinąć takiego psikusa - przypomniała sobie, że nigdy nikomu nie podawała swojego adresu. Postanowiła odłożyć list do szuflady i zapomnieć o całej sprawie.
Kilka dni później, kiedy pani Jadzia tak jak zwykle wróciła z pracy i przygotowywała sobie ciepły napój, coś ją zaniepokoiło. Zauważyła, że okno w jej kuchni było otwarte, a na pewno zamykała je, kiedy wychodziła z domu! Zamknęła je, wzięła do ręki patelnię i zaczęła rozglądać się po mieszkaniu, czy aby na pewno nie ma w nim złodzieja. Nagle z salonu dało się słyszeć duży hałas, jakby tłuczenie szkła. Odważna pani Jadzia tylko mocniej ścisnęła patelnię i pobiegła do salonu, gdzie na środku pomieszczenia leżał zbity wazon. Nie było jednak widać żadnego sprawcy tego wypadku. Za to pani Jadzia usłyszała ciche "oj" dochodzące zza fotela, a po chwili na środek pokoju wyszedł... mały, zielony elf.
Pani Jadzia zamarła, a elf trochę się speszył i zaczerwienił, po czym zaczął sprzątać kawałki szkła. Mamrotał pod nosem, że był to przypadek i nie chciał zbić wazonu pani Jadzi.
Kobieta otrząsnęła się i upewniwszy się, że to nie sen, pobiegła po zmiotkę, łopatkę i odkurzacz i pomogła elfowi w sprzątaniu.
Stworek przedstawił się jako elf - posłaniec. Mikołaj wysyłał go na różne misje, między innymi taką jak ta - wyjaśnił pani Jadzi, że jego celem było sprawdzenie, czy dostała ona list od Mikołaja i czy jest w stanie pomóc w przygotowywaniu prezentów.
Jeszcze bardziej zaskoczona pani Jadzia nie wiedziała, co powiedzieć, ale smutna mina elfa, który opowiadał o dużych opóźnieniach w produkcji i pakowaniu zabawek dla dzieci przekonała ją do podjęcia tego zadania. Elf - posłaniec wychodząc z domu pani Jadzi, przyznał się, że to jego pierwsze dni w nowej pracy (wcześniej pracował w zimnej Finlandii) i że przeprasza za wszystkie niedogodności i problemy, które sprawił. Na odchodne zaznaczył coś w notatniku i uśmiechając się stwierdził, że pani Jadzia ma duże doświadczenie, więc jej pomoc będzie dla Mikołaja nieoceniona, a potem się pożegnał i zniknął.
Pani Jadzia myślała, że elfowi chodzi o doświadczenie w pracy z dziećmi. Niestety zakręcony stworek miał na myśli coś zupełnie innego, o czym pani Jadzia miała się wkrótce przekonać...
Była już połowa listopada. W jednej z krakowskich szkół krzątała się pani Jadzia - pielęgniarka. Od kilku tygodni była lekko przygnębiona, co zauważył Radek, który bardzo często z nią rozmawiał.
Pani Jadzia obiecała, że zdradzi mu powód swojego zmartwienia, ale tylko na osobności - to była wielka tajemnica! Na przerwie zabrała Radka do swojego gabinetu i upewniwszy się, że nikt nie podsłuchuje, opowiedziała chłopcu, że bardzo martwi się o Mikołaja, któremu co roku pomagała w przygotowaniach przedświątecznych. Radek doskonale wiedział o tym, że pani Jadzia - pielęgniarka z jego szkoły jest asystentką Mikołaja - w końcu rok temu spotkali się w fabryce, kiedy Radek i Gruby szukali zaginionego wtedy Świętego.
Radek bardzo się zdziwił - o co mogło chodzić? Pani Jadzia wytłumaczyła, że jako asystentka Mikołaja co roku dostawała listowne zaproszenie do pomocy w przygotowaniach z nowym adresem fabryki. Wytłumaczyła ona Radkowi, że Mikołaj bardzo dbał o tajemnice i co roku magicznym zaklęciem zmieniał siedzibę swojej firmy. W tym roku jednak pani Jadzia nie dostała listu i bardzo się tym zmartwiła.
Radek polecił jej zadzwonić do Mikołaja, ale pani Jadzia nie miała do niego numeru, cenił on swoją prywatność. W takim wypadku Radek był bezsilny. Obiecał pani Jadzi, że jak tylko się czegoś dowie, to da jej znać. Niestety nadszedł czas iść na zajęcia i tajemne spotkanie dobiegło końca. W drodze na lekcje Radek minął panią Jadzię - nauczycielkę, która w ostatnim czasie wyglądała na zamyśloną i zmęczoną, ale może tylko tak mu się wydawało?
Ten wieczór był dla pani Jadzi - nauczycielki bardzo trudny. Nie dość, że cały dzień spędziła w szkole, to wieczorem musiała jechać do fabryki Mikołaja. Nie spotkała go jeszcze osobiście, lecz wymieniała z nim bardzo dużo wiadomości w formie listów. Do tej pory jej zajęciem było czytanie listów od dzieci i wypisywanie, jakich prezentów sobie życzą. Miała wrażenie, że wiadomości się nie kończą, a dodatkowym utrudnieniem było to, że większość z nich była napisana w obcym języku!
Pewnego dnia listy się skończyły, ale nie był to koniec pracy dla pani Jadzi. Elf - posłaniec, jej opiekun, zaprowadził ją na halę, gdzie miała nadzorować produkcję zabawek. Pani Jadzia nawet nie zdążyła powiedzieć, że przecież nic nie wie o obsłudze tych wszystkich ogromnych maszyn, bo elf szybko zniknął, tłumacząc się dużą ilością pracy.
Pani Jadzia krzątała się po hali pełnej pracowników, ale tak naprawdę w ogóle nie wiedziała, co ma robić. Elfy, ludzie, a nawet misie polarne i pingwiny pracowały przy ogromnych maszynach, z których na taśmach wyjeżdżały zabawki.
Nagle coś chrupnęło, potem załomotało, a na końcu nastąpił krótki, ale głośny wybuch. Halę wypełnił ciemny dym. Wszyscy pracownicy spanikowali i podbiegli do pani Jadzi, żeby ratowała sytuację. Ta jednak nie wiedziała, co się dzieje - domyśliła się, że nastąpiła awaria, ale co ona mogła z tym zrobić?
W hali włączyły się przeciwpożarowe zraszacze, a zaalarmowany hałasem elf - posłaniec przybiegł co sił w nogach, krzycząc głośno. Okazało się, że zepsuła się maszyna produkująca pudełka na prezenty - wszystko dlatego, że produkcja była za szybka i maszyna się przegrzała. Elf -posłaniec stwierdził, że to wina pani Jadzi, która nie dopilnowała odpowiedniego tempa pracy. Atmosfera była bardzo napięta, a pani Jadzi zrobiło się smutno - naprawdę nie wiedziała, że robi coś źle, nikt nie powiedział jej, jak ma pracować!
Elf postanowił wezwać Mikołaja. Bez działającej maszyny produkującej pudełka nie mogli pakować prezentów! Jeden telefon i Mikołaj był już w drodze, właśnie wracał z Dalekiego Wschodu, gdzie już dostarczał dzieciom prezenty. Nie minęło kilka minut, a słychać było dzwonki przy saniach. Po chwili do hali wszedł ubrany na czerwono starszy pan - był dokładnie taki, jakiego sobie wyobrażała pani Jadzia - wysoki, z siwą brodą i dużym uśmiechem na twarzy. Jednakże ten uśmiech trochę osłabł, kiedy Mikołaj dowiedział się, że produkcja stanęła w miejscu. Każda minuta opóźnienia to kilkaset niedostarczonych prezentów! Trzeba było jak najszybciej rozwiązać ten problem. Mikołaj spojrzał na panią Jadzię i mocno się zdziwił. Pierwszy raz widział tę kobietę, dlaczego pilnowała ona produkcji prezentów?
Tym razem zdziwiony był elf - posłaniec. Przecież to pani Jadzia, Mikołaj kazał jej dostarczyć list z prośbą o pomoc... Mikołaj pokręcił głową - to z pewnością nie była pani Jadzia - pielęgniarka, która co roku była jego asystentką. Co tu się wydarzyło? Wspólnie doszli do wniosku, że elf po prostu pomylił dwie panie Jadzie i stąd wyniknął problem. Mikołaj kazał natychmiast zadzwonić po asystentkę, a panią Jadzię zaprosił na gorącą kawę do gabinetu i całą drogą przepraszał za pomyłkę.
Kiedy pani Jadzia - pielęgniarka szczęśliwie dotarła do fabryki prezentów, wszyscy zaczęli zastanawiać się, jak rozwiązać ten problem. Maszynę dało się naprawić, ale Mikołaj bał się, że nie uda mu się teraz rozwieźć na czas wszystkich prezentów. Mieli już zbyt duże opóźnienie. Panie Jadzie popatrzyły na siebie. tutaj trzeba było specjalnego rozwiązania i wyjątkowej pomocy. A któż inny mógłby lepiej im pomóc, jak nie Radek i jego ekipa?
Jeden telefon i Radek był już w drodze, oczywiście ze swoim przyjacielem Grubym. Mikołaj przedstawił im całą sytuację i Radek poczuł się zaszczycony, że może pomóc w tej sprawie. Obawiał się jednak, że do jego wehikułu nie zmieści się zbyt wiele prezentów. Za to znał kogoś, kto byłby na tyle silny, żeby pociągnąć za sobą ciężkie sanie, których Mikołaj w swoim garażu miał wiele. Gruby zawył głośno i już po kilku minutach na dachu fabryki wylądował Smok.
Pani Jadzia - nauczycielka spokojnie piła kawę, patrząc na uśmiechniętego Smoka, który rozmawiał z Mikołajem. Stwierdziła, że chyba nigdy więcej nic w życiu jej nie zdziwi - w ostatnich tygodniach widziała tyle niesamowitych rzeczy, że nawet widok ogromnego Smoka nie był dla niej zaskoczeniem.
Mikołaj był wniebowzięty, zwłaszcza, że maszyna produkująca pudełka już działała i można było powrócić do rozwożenia prezentów. Elfy przy pomocy Radka, Grubego i Smoka wypełniły dwoje sań po brzegi. Mikołaj wracał do Azji, a ekipę bohaterów poprosił o dostarczenie prezentów do Australii.
Radek od razu rozdzielił pracę - Smok ciągnął sanie, on osobiście pilnował, żeby paczki dotarły do odpowiednich dzieci, a Gruby... cóż, został oddelegowany do najbrudniejszej roboty. Elfy zaczepiły mu szelki i Smok spuszczał go na specjalnej linie przez kominy do domów dzieciaków. Na szczęście w Australii w grudniu jest ciepło, więc kominy nie były bardzo brudne, poza tym na czarnej sierści Grubego i tak nie byłoby widać sadzy. Gruby nie był zbytnio zadowolony, ale pocieszało go to, że Mikołaj obiecał odwdzięczyć się w smaczkach, które rok temu tak bardzo mu smakowały. Pani Jadzia - pielęgniarka obiecała nawet, że w tym roku nie będą one barwić sierści.
Dostarczanie prezentów przebiegało sprawnie. Smok był bardzo szybki, Gruby zresztą też. Psiak poznał wielu kolegów, którzy przebudzali się, kiedy pojawiał się w domach. Raz niestety jeden z chłopców, któremu dostarczał prezent przebudził się. Gruby nie wiedział, co zrobić, więc po prostu zastygł w miejscu i uśmiechnął się szeroko. Dzieciak na szczęście uznał chyba, że to sen, bo odwzajemnił uśmiech i poszedł spać dalej.
Ekipa dzielnie pracowała całą noc. Łącznie rozdali pięć sań wypełnionych po brzegi prezentami. Byli potem bardzo zmęczeni, Radek bardzo podziwiał Mikołaja, że co roku tę pracę musiał wykonywać sam. więc zaproponował swoją pomoc na przyszły raz.
Gdyby nie pomoc Radka, Grubego i Smoka, nie wszystkie dzieci dostałyby prezenty w tym roku. Zadowolona ekipa udała się na zasłużony odpoczynek, a następnego dnia rano cała trójka obudziła się z górą prezentów przy łóżkach.
niedziela, 22 października 2023
Radek, Gruby i Smok na Księżycu
Hejo, z tej strony Radek! Na moim kanale na yt pojawił się nowy film. Zapraszam do oglądania :)
środa, 9 sierpnia 2023
Radek i Gruby na Księżycu
Radek i Gruby po wielu przygodach z Babą Jagą, o których mogliście przeczytać wcześniej, wrócili do Krakowa. Gruby miał nadzieję na mały odpoczynek - ostatnie dni dały mu w kość. Od razu po powrocie do domu ułożył się na tapczanie i zasnął. Radek też potrzebował chwili na oddech. Bycie superbohaterem to nie taka łatwa sprawa! Cały dzień spędzili na leniuchowaniu i oglądaniu bajek.
Mama i Tata bardzo stęsknili się za Radkiem i Grubym, dlatego następnego dnia stwierdzili, że zabiorą ich na spacer. Byli na Rynku Głównym, potem na Wawelu, a następnie udali się pod balon przy Rondzie Grunwaldzkim.
Radkowi od razu zaświeciły się oczy - to jest coś, czego chciałby spróbować - lotu balonem! Co prawda latał już swoim wehikułem, ale to przecież nie to samo. Okazało się, że nie ma kolejki - tego dnia nikt nie był chętny na tę atrakcję. Mama pokręciła głową - bała się wejść do balonu, stwierdziła, że lata on za wysoko. Tata postanowił więc zostać przy niej na ziemi, a Radek z wielkim uśmiechem popatrzył na Grubego. Psiak miał trochę zmartwioną minę. Widać było, że z chęcią zostałby z rodzicami. Radek jednak obiecał mu wspaniałe smakołyki w zamian za towarzystwo podczas lotu - w końcu ciekawe rzeczy najlepiej robić z przyjaciółmi. Gruby ku zadowoleniu Radka przyjął propozycję.
Przyjaciele wsiedli do balonu, gdzie czekał już na nich uśmiechnięty pan. Zajęli miejsca i już po chwili poczuli, że balon się unosi. Gruby bał się tylko przez pierwsze kilka sekund, kiedy balon startował. Okazało się, że lot był bardzo powolny i przyjemny, a przed Radkiem i Grubym rozpościerał się widok pięknego Krakowa. Bardzo dobrze widoczny był Wawel oraz inne ciekawe miejsca w Krakowie, a ludzie i samochody z tej wysokości przypominali mrówki. Nawet koło młyńskie, które przecież było bardzo duże, przypominało bardziej zabawkę niż prawdziwą karuzelę.
Przyjemny lot nie trwał jednak długo. Balonem nagle szarpnęło, a potem jeszcze raz, i kolejny raz... Radek zorientował się, że to linki utrzymujące balon pękają! Pan sterujący balonem wyglądał na przestraszonego. Nie wiedział, co się dzieje - pogoda była piękna, nie było wiatru, a balon był przecież sprawny!
Gruby szczeknął głośno i zwrócił uwagę Radka na tajemniczą postać, która wyróżniała się spośród ludzi spacerujących chodnikiem przy Wiśle. Pomimo dużej odległości widać było nietypowy ubiór tej postaci - Gruby rozpoznał w niej Czarnoksiężnika.
Oboje byli bardzo zdziwieni - przecież Radek zamienił Czarnoksiężnika w pandę używając lustra! Co on tutaj robił i to w dodatku w swojej prawdziwej postaci?
Nie mieli jednak czasu się nad tym zastanawiać, bo wszystkie linki utrzymujące balon się zerwały i zaczęli bardzo szybko unosić się w górę.
Pan sterujący balonem był bardzo przestraszony. Zaczął nawet głośno krzyczeć. Radek próbował go uspokoić, ale było to trudne.
Trzeba było jak najszybciej zacząć działać. Radek postanowił użyć wehikułu, ale... o nie! Plecak z latającą maszyną nie chciał się uruchomić na tej wysokości. Byli już naprawdę daleko od powierzchni Ziemi - Nie widać było już mniejszych budynków, nie mówiąc nawet o ludziach. Radek powoli zaczął się denerwować.
Lecieli coraz wyżej i wyżej, w końcu natrafili na lecące kluczem ptaki. Były to gęsi, które szukały nowego miejsca na nocleg. Zainteresowały się balonem i podleciały bliżej. Jedna z nich najwyraźniej rozpoznała Radka, bo zaczęła głośno gęgać do swoich koleżanek. Radek i Gruby nie rozumieli mowy ptaków - oj, jak bardzo pomocny byłby teraz Krzyś! Ale gęsi najwyraźniej miały jakiś plan, bo szybko zanurkowały w kierunku powierzchni Ziemi.
Kraków oddalał się coraz bardziej i bardziej, a wszystkim pasażerom balonu zaczęło się robić zimniej. Pan sterujący balonem stracił nadzieję, usiadł na swoim krześle i schował głowę w dłoniach. Radek miał nadzieję, że napotkane gęsi okażą się pomocne.
Gruby przytulił się do Radka, bo już zaczął trząść się z zimna. Zaskomlał i polizał przyjaciela po policzku, chcąc go pocieszyć. Radek był jednak dobrej myśli, wierzył, że uda im się wyjść z tej niecodziennej sytuacji. Po kilkunastu minutach wzajemnego przytulania i pocieszania pana sternika, w zasięgu ich wzroku pojawiły się gęsi. W dziobach niosły dziwne przedmioty. Kiedy wylądowały w koszu balona okazało się, że przyniosły one skafandry kosmonautów! Radek liczył na pomoc, ale tego zupełnie się nie spodziewał. Na kombinezonach wyszyte było logo muzeum, w którym Radek był kiedyś na wystawie kosmicznej - już wiadomo było, skąd gęsi wzięły ten sprzęt. Trójce podróżników nie pozostało nic innego, jak tylko założyć kombinezony i podpiąć się pod respirator Radka, aby mieć czym oddychać. Im bardziej się wznosili, tym przecież rzadsze było powietrze.
Byli już naprawdę wysoko. Nie tylko nie widzieli już Krakowa, ale Ziemia oddaliła się tak bardzo, że pod nimi rozpościerał się widok na całą Polskę, a po kilku minutach nawet Europę. Radek pomyślał, że to chyba ostatni moment, żeby poszukać gdzieś pomocy. Kiedy będą zbyt daleko od Ziemi, to nikt ich nie znajdzie!
Gruby postanowił użyć sposobu, który jeszcze nigdy ich nie zawiódł - zawył tak głośno, że słychać go chyba było aż na Neptunie. Radek i pan sternik musieli aż zatkać uszy.
Po kilkunastu sekundach w oddali zauważyli kropkę, która coraz bardziej się powiększała. Oczywiście był to przyjaciel Smok, który pędził w ich stronę ile sił w skrzydłach.
Powiedzieć, że Smok był zdziwiony, to jak nic nie powiedzieć. Radek i Gruby robili już szalone rzeczy, ale nie spodziewał się zobaczyć przyjaciół w balonie w kosmosie. Zaproponował, żeby przywiązać balon do jego ogona i że sprowadzi ekipę na Ziemię, z powrotem do Krakowa.
Pan sternik był przerażony tą całą sytuacją. Nie dość, że balon w magiczny sposób się odczepił i wylądowali w kosmosie, to jeszcze do tego smok!? Był w takim szoku, że stwierdził, że to musi być sen.
Gruby ochoczo stwierdził, że czas wracać na Ziemię. Radek jednak zmarszczył brwi i pomyślał przez chwilę. A co gdyby wykorzystać fakt, że są już w tym miejscu i trochę pozwiedzać kosmos? Radek nie musiał nic mówić - Gruby tylko na niego spojrzał i od razu wiedział, że ta historia jeszcze się nie skończyła.
Radek podzielił się swoimi myślami ze Smokiem, a ten zgodził się, żeby wykorzystać ten czas na małą wycieczkę. Pan sternik też się zgodził - cały czas myślał, że to tylko sen i chciał w tym śnie przeżyć wspaniałą przygodę. Gruby miał trochę markotną minę - w sumie to był już głodny... Smok obiecał mu jednak, że zabierze ich w takie miejsce, że psiak na pewno będzie zadowolony. Gruby, zaintrygowany, łaskawie się zgodził i ekipa wyruszyła w spontaniczną podróż po Kosmosie.
Nie mieli specjalistycznego sprzętu, a i balon pewnie długo nie wytrzymałby w takich warunkach, dlatego Smok zdecydował, że zabierze ich w jedno ciekawe miejsce - a dokładniej - na Księżyc.
Smok był już tam kilkukrotnie. Ogólnie wiele razy przemierzał Kosmos, ale Księżyc był jego ulubionym miejscem - był pewny, że cała ekipa będzie zdumiona, jak naprawdę wygląda on z bliska.
Smok przywiązał sobie do ogona balon i polecieli. Mijali gwiazdy, satelity i lecące z dużą prędkością pojedyncze meteoryty. Wszystko to wyglądało magicznie. Wcześniej nie zwrócili uwagi na piękno Kosmosu - byli chyba zbyt przerażeni tą całą sytuacją. Ale teraz cała trójka stwierdziła, że podoba im się przestrzeń kosmiczna.
Księżyc był coraz to bliżej. Z daleka wyglądał jak wielka szara kula. Jednak im bliżej byli, tym więcej dziwnych rzeczy dostrzegali. Nagle Gruby zaczął dziwnie się zachowywać i kręcić nosem. Coś było nie tak, ale nie wiedział co... Kiedy byli już kilkanaście metrów od Księżyca i prawie lądowali, Gruby zaczął kichać, a z jego oczu popłynęły łzy. Okazało się, że dla Grubego, którego zmysł węchu był bardzo wrażliwy, na Księżycu potwornie cuchnęło!
Radek i pan sternik na szczęście nie posiadali super węchu, ale zapytali Smoka, co poczuł Gruby. Ten uśmiechnął się szeroko i nic nie powiedział. Spokojnie wylądowali, a Smok przywiązał balon do kamienia.
Podróżnicy wyszli z balonu i stanęli na Księżycu. To było bardzo dziwne uczucie. Gruby i pan sternik od razu wypróbowali grawitację na Księżycu i zaczęli trenować skoki. Radek przy pomocy Smoka także wyskoczył w górę i opadał sobie spokojnie na powierzchnię Księżyca. Wszyscy bawili się doskonale, nawet Gruby, który dalej ciągle kichał.
Nagle pomiędzy łapami psiaka przebiegło małe stworzenie. Gruby podskoczył tak wysoko, że opadał chyba pół minuty. Do tego zaskomlał głośno, przestraszony. Właśnie zobaczył mysz!
Radek nie chciał mu uwierzyć. Mogło to być jakieś kosmiczne stworzonko, ale nie mysz, co robiłaby na Księżycu? Smok zaśmiał się głośno. Kazał ekipie patrzeć pod nogi i zaprosił wszystkich na zwiedzanie.
Przestraszony Gruby rozglądał się co chwilę. Wyostrzył wzrok do tego stopnia, że zauważył w oddali... rakietę. Teraz wszyscy (oprócz oczywiście Smoka) byli bardzo zdziwieni.
Kiedy dotarli pod pojazd kosmiczny, Smok zapukał ogonem do drzwi, a już po chwili zostały one otwarte. Ze środka wyłonił się kosmonauta. Radek, Gruby i pan sternik otworzyli szeroko buzie ze zdziwienia. Kosmonauta przetarł szybkę kasku i oczom ekipy ukazał się pan Bartek, którego Radek bardzo dobrze znał. Oboje ucieszyli się na to niespodziewane spotkanie.
Okazało się, że po godzinach, raz w tygodniu, pan Bartek przylatuje na Księżyc i dogląda tam swoich podopiecznych. Radek zmarszczył brwi. Czyżby pan Bartek masował kosmitów? Ten zaśmiał się głośno. Nic z tych rzeczy - pan Bartek opiekował się... myszami!
Gruby spojrzał na Radka - faktycznie miał rację z tą myszą przebiegającą mu obok łap jeszcze chwilę temu. Ekipa była zaintrygowana - co myszy robiły na Księżycu? I dlaczego pan Bartek musiał ich pilnować?
Sprawa była jednocześnie prosta, ale i bardzo osobliwa. Otóż Księżyc był zrobiony z... sera. Radek wybuchnął śmiechem - myślał, że to żart. Ale Gruby pokiwał głową - to właśnie zapach sera czuł przez ten cały czas. Im dłużej się przyglądali, tym bardziej oczywiste stawało się, że chodzą po kawałkach różnych serów, a to, w czym odbijają się ich ślady, to nie pył księżycowy, tylko starty parmezan.
A co na Księżycu robił pan Bartek? Otóż okazało się, że opiekował się całym stadem myszy, które odpowiedzialne były za to, a by Księżyc zmieniał swój kształt. Żeby wszystko przebiegało sprawnie i z odpowiednimi proporcjami, myszy musiały przebywać w specjalnych ogrodzeniach. Zadaniem pana Bartka było doglądanie, czy myszy zjadają odpowiednie części Księżyca i czy kształt rogalika jest równy. Kiedy następował nów i Księżyca już nie było, pan Bartek zabierał myszy na Ziemię i przywoził je statkiem kosmicznym w czasie kolejnej pełni. A jak to się działo, że Księżyc się odbudowywał? Oczywiście miał w tym czynny udział pan Bartek, który regularnie przylatywał, przywożąc ser z najodleglejszych zakątków Ziemi i budując Księżyc razem ze Smokiem.
Dla Radka, Grubego i pana sternika ta historia była zdumiewająca. Już wiedzieli, jak to się dzieje, że Księżyc zmienia swój kształt! Pan Bartek pokazał im ogrodzenia wypełnione pracowitymi myszkami, które zadowolone zajadały się serem.
Gruby na początku trochę się bał. Nie lubił myszy. Ale z minuty na minutę coraz bardziej się z nimi oswajał. Zaczął kręcić się w kółko i wiadomo było, że ma jakiś pomysł. W końcu podszedł do Radka i zagadał, że przyjaciel obiecał mu coś dobrego w zamian za lot balonem. Zmartwiony Radek odpowiedział, że nie wziął ze sobą niestety żadnych smakołyków. Gruby pokręcił jednak głową - nie o to mu chodziło.
Pan Bartek zbyt dobrze znał Grubego, żeby nie odgadnąć, o co mu chodzi. Zaśmiał się i pozwolił psiakowi wskoczyć do ogrodzenia - Grubemu nie trzeba było dwa razy powtarzać, już po sekundzie razem z myszkami zjadał Księżyc.
Po kilku chwilach niestety respirator Radka zaczął dawać sygnały, że należy go podpiąć do ładowania. Musieli wracać. Wszyscy byli z tego powodu bardzo smutni, ale pan Bartek obiecał, że czasami będzie zabierał ich na Księżyc swoją rakietą - jeszcze tyle było do odkrycia w Kosmosie!
Radek podziękował za tę propozycję i obiecał, że skorzystają. Na razie jednak priorytetem było zajęcie się sprawcą całego zamieszania, czyli Złym Czarnoksiężnikiem, który, nie wiadomo jak, znów powrócił do swojej postaci i chyba chciał się zemścić na Radku i Grubym. Na szczęście mu się to nie udało, ale pewnie w niedalekiej przyszłości znów będzie próbował swoich sił.
środa, 28 czerwca 2023
Film - Radek, Gruby, Smok, Gabrysia i Krzyś ratują Babę Jagę
Cześć! Witam po przerwie. Zapraszam do oglądania najnowszego filmiku.
Pozdrawiam, Radek.
sobota, 22 kwietnia 2023
Radek, Gruby, Smok, Gabrysia i Krzyś ratują Babę Jagę
Po ostatnim emocjonującym dniu, kiedy to Radek, Gruby, Gabrysia i Krzyś spotkali Babę Jagę (czyli zaczarowaną panią Olgę), cała ekipa spała kamiennym snem. Co prawda wszyscy zasnęli bardzo szybko, ale Radek już wczesnym rankiem obudził Grubego. Chciał zabrać przyjaciela na poranny, długi spacer.
Gruby otworzył jedno oko, ale szybko je zamknął, udając, że nie słyszy wołającego go Radka. Była dopiero szósta. słońce ledwo co wstało, a psiak nie miał zamiaru ruszać się z miejsca. Chłopiec musiał obiecać Grubemu, że zawitają do chatki Baby Jagi. Na te słowa Gruby jakoś chętniej wstał i po kilku minutach oboje byli już w drodze.
Po drodze Radek zmusił psiaka, żeby trochę pobiegał - Gruby wciąż miał duży brzuch od ostatniego obżarstwa. Gruby nie lubił biegać, ale wiedział, że musi trochę schudnąć, żeby zmieścić się do latającego wehikułu.
Dotarli do chatki. Pani Olga otworzyła im drzwi, tak, jakby na nich czekała. Zaproponowała gościom poczęstunek, na który Gruby od razu się zgodził. Niestety Radek pokrzyżował jego plany, przypominając o diecie. Psiak posmutniał. Miał ogromną ochotę na słodycze, do tego zapach świeżo upieczonych ciastek roznosił się po chatce.
Radek postanowił zrobić wywiad z panią Olgą, gdyż poprzedniego dnia nie było na to czasu. Detektywi dowiedzieli się, że pani Olga nie pamięta, jak znalazła się w chatce. Po prostu pewnego dnia szła chodnikiem w Krakowie, nagle zakręciło się jej w głowie, a potem obudziła się już ubrana w strój Baby Jagi w tym tajemniczym domku. Chciała stamtąd uciec i wrócić do domu, ale szybko okazało się, że nie może wyjść z lasu. Dlatego utknęła tam i czekała, aż ktoś ją odnajdzie.
Ta opowieść była bardzo interesująca, ale niestety Radek nie usłyszał nic, co pomogłoby mu rozwikłać tę zagadkę. Postanowił więc wrócić do domu Krzysia i poprosić go o pomoc. Radek miał już pewien plan.
Kiedy wrócili, okazało się, że reszta ekipy jeszcze smacznie spała. Gruby wciąż markotny z powodu diety, obudził ich głośnym szczekaniem. Tak oto kilka minut później wszyscy zebrali się w jednym pokoju, jedząc wspólnie śniadanie. Radek nie tracił czasu i opowiedział o wizycie u pani Olgi. Od razu też przedstawił swój pomysł Krzysiowi: powinni zapytać, co na temat chatki Baby Jagi wiedzą zwierzęta leśne!
Od razu po śniadaniu wrócili do lasu. Krzyś użył swojej super mocy rozmowy ze zwierzętami i starał się dowiedzieć, czy zwierzęta wiedzą coś na temat magicznej chatki. Żadne zwierzęta chodzące po ziemi niestety nic nie wiedziały. Na szczęście ptaki okazały się być bardzo rozmowne - z wysokich drzew widziały wszystko, co się dzieje na polanie.
Otóż okazało się, że chatka stała w lesie chyba od zawsze. Nikt nie wiedział, kiedy się pojawiła, ani kto ją zbudował. Nikt jednak tam nigdy nie mieszkał. Tym bardziej ptaki zwróciły uwagę na dwie kobiety, które pewnego dnia pojawiły się na polanie. Jeszcze dziwniejsze było jednak to, że jedna z nich trzymała na rękach śpiącą dziewczynę - Radek domyślił się, że była to pani Olga. Kobiety zostały w chatce na kilka godzin, potem wyszły, a ciekawskie ptaki postanowiły je śledzić.
Kiedy kobiety wzbiły się w niebo na miotłach, ptaki wiedziały już, że mają do czynienia z prawdziwymi czarownicami. Poleciały za nimi aż do ich kryjówki w Mglistych Górach.
Radek znał te góry - to tam mieszkał jego przyjaciel Smok. Pomyślał, że może i tym razem Smok pomoże im rozprawić się z czarną magią. Czarnoksiężnika już pokonali, może przyszedł teraz czas na czarownice?
Ekipa poprosiła ptaki, żeby pomogły im odnaleźć drogę do siedziby czarownic. Przyjaciele uruchomili swoje wehikuły (Gruby z trudem wcisnął się na swoje miejsce) i wyruszyli w daleką podróż. Tak jak podczas poprzedniej wyprawy do zamku Czarnoksiężnika, musieli odwiedzić ciekawe miejsca. Przelatywali przez Krainę Motyli Gigantów, Krainę Wielkich Różowych Grzybów oraz Krainę Latających Psów. Gruby i tym razem nie odmówił sobie krótkiej zabawy w każdym z tych miejsc. Poganiał za motylami, poskakał na grzybach i na końcu pofruwał ze swoimi psimi kumplami. Na końcu ekipa musiała pokonać ogromną mgłę, przez którą nic nie było widać. Radek, Krzyś i Gabrysia nie do końca wiedzieli, jak sobie poradzić z tą przeszkodą. Na pomoc przyszedł im jednak Gruby, który nie dość, że dzięki super węchowi wiedział, w którą stronę iść, to swoim szczekaniem postanowił zaalarmować Smoka.
Po chwili już słychać było trzepot ogromnych skrzydeł Smoka, które poza tym, że robiły dużo hałasu, skutecznie rozwiewały gęstą mgłę. Radek powitał przyjaciela z ogromnym uśmiechem na twarzy. Zapoznał go także z resztą ekipy - Krzysiem, Gabrysią i trzema kotkami. Widać było, że koty trochę onieśmieliły Smoka, ale starał się nie panikować - w końcu był dużym, odważnym bohaterem!
Radek pospiesznie wytłumaczył Smokowi, jaka przygoda spotkała ich tym razem. Smok nie mógł w to uwierzyć - dopiero co ratowali razem Mikołaja, a tu znów kolejna historia! Stwierdził, że Radek i Gruby to istne magnesy na ciekawe przygody i oczywiście postanowił im pomóc.
Smok doskonale wiedział, gdzie znajduje się pieczara czarownic. Jednocześnie był bardzo zdziwiony, że są zaplątane w tę historię - zawsze były w stosunku do niego bardzo dobre i uprzejme. Poprosił więc ekipę, żeby najpierw porozmawiali z czarownicami Elą i Sylwią - może to była jakaś pomyłka?
Pieczara czarownic okazała się ładna i przytulna. Radek wyobrażał ją sobie zupełnie inaczej, myślał, że będzie podobna do lochów złego Czarnoksiężnika. A tu w środku było dużo puchatych mebli, obrazów i kwiatów.
Czarownice siedziały na sofie i czytały książki. Bardzo ucieszyły się, kiedy zobaczyły Smoka, ale miny trochę im zrzedły, kiedy zza Smoka wyłonili się Radek, Gruby, Krzyś, Gabrysia i trzy kotki. Nie spodziewały się tylu gości.
Smok postanowił porozmawiać z Elą i Sylwią - w końcu znał je od dawna. Czy to one uwięziły panią Olgę w chatce Baby Jagi? Dlaczego w ogóle to zrobiły? Czemu zapachy z chatki zwabiły tylko Grubego, a nie całą ekipę?
Smutne czarownice przyznały się do porwania pani Olgi i całego tego zamieszania i szybko zaczęły się tłumaczyć. Od dawna marzyły o piesku, a najlepiej o kilku. Ale żaden piesek nie chciał zamieszkać z nimi w Mglistych Górach - nie miały tam miejsca do wybiegania się, bały się mgły, nie mogły też chodzić na psie place zabaw. Dlatego czarownice Ela i Sylwia wymyśliły, że zwabią do siebie jakiegoś pieska za pomocą czarów. Panią Olgę zwerbowały przez czysty przypadek - po prostu pomyślały, że wygląda na miłą, a do tego była podatna na hipnozę i dzięki temu czarownice miały większą pewność, że plan się powiedzie. A był on taki: zahipnotyzowana pani Olga miała robić przepyszne słodycze w chatce Baby Jagi i cudownymi zapachami zwabić do chatki jakiegoś pieska. Tam miała go tuczyć pysznymi słodkościami i obiecać, że dostanie ich jeszcze więcej, jeśli tylko przeprowadzi się z czarownicami do Mglistych Gór. Kiedy plan zostałby wykonany, pani Olga miała zostać uwolniona i zapomniałaby o całej sprawie.
Gruby posmutniał, słysząc tę historię - o mały włos mógł zostać porwany przez czarownice i już nigdy nie zobaczyłby swojego najlepszego przyjaciela! Spojrzeli na siebie z Radkiem - na szczęście ekipie udało się udaremnić plan czarownic. Gdyby nie pomysłowość Radka i odwaga Krzysia i Gabrysi, ta historia nie skończyłaby się dobrze.
Widać było, że czarownice żałują swojego czynu. Obiecały, że już więcej tak nie zrobią, a Smok wpadł na pomysł, że poprosi latające psy mieszkające w sąsiedniej krainie, żeby czasem odwiedziły czarownice. W ten sposób wszyscy byli zadowoleni.
Ekipa wróciła do domu Krzysia, żeby jeszcze spędzić razem miło czas. Czarownice odczarowały panią Olgę, a Smok zabrał ją do Krakowa na swoim grzbiecie, przy okazji odwiedzając swoją przyjaciółkę - księżniczkę Ninę. Wszyscy byli bardzo szczęśliwi, że udało im się rozwiązać sprawę. Tylko Gruby był jednocześnie przybity. Obiecał sobie, że już nigdy nie odstąpi Radka na krok i że nie da się już więcej porwać złym czarownicom.
3.2 (Wehikuł został użyty)
Radek zobaczył tylko błysk i zanim sam dotarł w to miejsce, nikogo już nie było, za to oboje z Grubym przyglądali trawie, na której był cza...
-
Hejka! Nadszedł ten dzień! Oto mój pierwszy animowany film. Włożyłem w niego dużo pracy i mam nadzieję, że Wam się spodoba. Miłego oglą...
-
W Krakowie nastała piękna i słoneczna wiosna. Ptaki śpiewały, a różnokolorowe kwiaty zakwitały w parkach i na balkonach. Od kilku dni świe...